Bez wewnętrznego ognia Ducha Świętego...

Mocne słowa:

Bez wewnętrznego ognia Ducha Świętego
instytucje kościelne mogą okazać się wydmuszkami.
Świątynie stają się puste, gdy ludzie stają się wydrążeni.

– przestrzegał w Portugalii Benedykt XVI.

Bez wewnętrznego ognia Ducha Świętego instytucje kościelne mogą okazać się wydmuszkami. Świątynie stają się puste, gdy ludzie stają się wydrążeni – przestrzegał w Portugalii Benedykt XVI.

22 lutego 1981 roku w kaplicy Domu Prymasowskiego w Warszawie doszło do niezwykłego spotkania. Stary, schorowany, mający przed sobą zaledwie trzy miesiące życia, kardynał Stefan Wyszyński przyjął młodych, dynamicznych, kipiących energią działaczy powstałej zaledwie pół roku wcześniej „Solidarności”. Oni, na początku swej aktywności publicznej, pytali jego, doświadczonego i znającego życie, o wzór uprawiania polityki. Z ust prymasa padły wtedy m.in. następujące słowa: „Był polityk, który prowadził tak zwaną rewolucję pokojową. Nazywał się Salazar. Przez wiele, wiele lat kierował swoim państwem, Portugalią. Doprowadził do tego, że jego kraj, ciągle niespokojny, pełen najrozmaitszych gwałtów i przemocy, stał się krajem pokoju i dobrobytu. Dlatego nazwano jego metodę 'rewolucją pokojową'. Za jego rządów wszystko odmieniło się ku lepszemu. Odmienili się ludzie, ich dobre wole, serca i umysły”.

Właśnie zakończyła się trzynasta zagraniczna pielgrzymka papieża Benedykta XVI. Jej celem była Portugalia. Po śmierci Salazara, „rewolucji goździków” i wielu latach panowania lewicy nie jest to już jednak ten kraj, o którym opowiadał niegdyś młodym działaczom „Solidarności” prymas Wyszyński. Do poważnych zmian doszło zwłaszcza za obecnych rządów socjalistów, którzy  wprowadzili ułatwienia w zawieraniu rozwodów, zalegalizowali aborcję, a tuż przed przyjazdem papieża zrównali status par homoseksualnych z małżeństwami. Wszystkie te kroki spotkały się z szerokim sprzeciwem społecznym. Opór wzbudził zwłaszcza tryb zalegalizowania aborcji. Do tej pory projekt ten przepadał w kolejnych referendach. Nie inaczej było ostatnim razem, gdy Kościół wezwał do zbojkotowania referendum, aby nie udało się osiągnąć wymaganego quorum (50 proc. obywateli). Większość Portugalczyków posłuchała wezwania biskupów i nie poszła do urn. Z powodu niskiej frekwencji referendum okazało się więc nieważne. Rządzący socjaliści zignorowali jednak te wyniki i przeforsowali ustawę legalizującą aborcję w parlamencie. Obywatele poczuli się oszukani. Władze Madery – należącej do Portugalii wyspy na Atlantyku – zapowiedziały, że na ich terytorium zabijanie dzieci nienarodzonych nadal będzie zabronione.

Nic więc dziwnego, że kiedy w swoich przemówieniach w Portugalii Benedykt XVI wspominał o konieczności ochrony ludzkiego życia od momentu poczęcia czy o małżeństwie jako związku między kobietą a mężczyzną – przerywały mu długie i gwałtowne brawa. Był to bardzo czytelny znak dla portugalskich polityków. Oblicza się, że w spotkaniach z papieżem wziął udział co dziesiąty mieszkaniec Portugalii. Tak liczny udział wiernych to także wyraz poparcia i solidarności z najbardziej dziś chyba atakowanym przez media człowiekiem na świecie.

A człowiek ten mówił, że orędzie Fatimy, do której przybył, jest nadal aktualne. Dla wielu komentatorów rola objawień fatimskich zakończyła się wraz z upadkiem komunizmu. Błędy Rosji, o których była mowa w objawieniach z 1917 roku, przestały się już rozprzestrzeniać po świecie. Nie jest to jednak całkowita prawda. Do owych błędów zaliczyć można bowiem legalizację aborcji w 1920 roku, co Rosja sowiecka uczyniła jako pierwszy kraj na świecie. To bolszewicy pod wodzą Lenina stali się światowymi pionierami w legalizowaniu tego nieludzkiego procederu. Wezwanie do nawrócenia, które rozbrzmiało z Fatimy, nie przestało więc być aktualne, ale – w świetle tego, co dzieje na świecie – nabiera dodatkowej mocy.

Najważniejszym przesłaniem papieskiej pielgrzymki było jednak wezwanie do osobistej świętości, do nawiązania intymnej relacji z Chrystusem i budowania na tym fundamencie swojego życia. W tym kontekście Benedykt XVI mówił: „Często nerwowo niepokoimy się o społeczne, kulturowe i polityczne skutki wiary, zakładając, że owa wiara istnieje, co niestety jest coraz mniej realistyczne. Istnieje wielkie zaufanie, być może przesadne, do struktur i programów kościelnych, do rozdzielenia władzy i funkcji; ale co się stanie, jeśli sól zwietrzeje?”

To dramatyczne pytanie pokazuje, że bez wewnętrznego ognia Ducha Świętego instytucje kościelne mogą okazać się wydmuszkami. Świątynie stają się puste, gdy ludzie stają się wydrążeni. Jeszcze gorzej dzieje się, gdy to kapłani, a więc ludzie powołani do tego, by być nosicielami pełni, zarażają innych pustką. Dotyczy to zwłaszcza tych duchownych, na których ciążą grzechy pedofilii i molestowania seksualnego, a więc tych, którzy krzywdzą niewinnych i bezbronnych. W obliczu ujawnianych ostatnio skandali homoseksualnych i pedofilskich w łonie Kościoła, odniósł się do tego problemu Benedykt XVI. Mówił o ranach zadawanych Kościołowi, czyli Ciału Chrystusa, nie przez wrogów z zewnątrz, ale od środka, przez tych, którzy są członkami owego Ciała. To z pewnością najpoważniejsze wyzwanie tego pontyfikatu. W Portugalii papież zapowiedział, że  prawda o tego typu praktykach musi zostać ujawniona, a sprawcy ukarani.

Do tej pory na świecie ujawniły się dwa sposoby reagowania Kościoła na tego rodzaju skandale. Gdy w 2002 roku w USA wybuchła afera pedofilska i homoseksualna wśród duchownych, odnotowano niemal 30-procentowy odpływ wiernych z nabożeństw. Hierarchia amerykańska przyjęła wówczas model „zero tolerancji”. Postanowiono starać się zadośćuczynić ofiarom, nie przyjmować do seminariów homoseksualistów, wyjaśniać wszystkie przypadki podejrzeń o molestowanie seksualne, współpracować z wymiarem sprawiedliwości i zawieszać w czynnościach wszystkich obwinianych o to kapłanów do czasu wyjaśnienia sprawy, a w przypadku potwierdzenia ich winy – nakładać na nich surowe kary, łącznie z wydaleniem ze stanu kapłańskiego. Po pięciu latach frekwencja na niedzielnych mszach wróciła do stanu sprzed skandalu. Kościół odzyskał bowiem wiarygodność i autorytet. Inaczej było w Irlandii, gdzie również mniej więcej w tym samym czasie doszło do ujawnienia podobnych skandali. Tam jednak biskupi zamiast wyjaśniać sprawy, zaczęli je zamiatać pod dywan, a zamiast karać sprawców, przenosić ich w inne miejsca. Efekt był taki, że do pierwszego odpływu wiernych z kościołów, jaki nastąpił do upublicznieniu afery, doszedł drugi odpływ, który miał miejsce po tym, gdy wyszło na jaw postępowanie hierarchów. W oczach ludzi stracili oni wiarygodność. Kościół w Irlandii przeżywa dziś przez to największy kryzys w swojej historii. Wydaje się, że Benedykt XVI wie doskonale, co robić, aby uniknąć podobnego scenariusza w skali całego Kościoła. W Portugalii powiedział to wyraźnie.

Grzegorz Górny

---------------------------------------

źródło: fronda.pl