Ewangelia na Niedzielę 16.X.2011 Nr 119

XXIX niedziela zwykła

(Mt 22,1-14)
Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Go w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową! Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

Faryzeusze odeszli i naradzali się, bo wcześniej Jezus w przypowieściach : "O przewrotnych rolnikach" i o "Uczcie królewskiej" wytknął im ich złą postawę wobec Boga, ich przewrotność, pazerność, złą wolę a do tego, ta obrzydliwa DYPLOMACJA, manipulowanie, manipulowanie nawet samym Jezusem, by Go przyłapać i oskarżyć.
Uderzyli swym przewrotnym ostrzem w to co najczulsze byłoby dla tłumów:

Najczulsze miejsce dla wielu, wielu, to ten "trzosik" w którym spoczywają nagromadzone "mamonki"
Gniew się może rozpalić, gdyby ktoś chciał coś z tego zabrać.
Już za czasów Jezusa były podatki - na świątynię, dla cezara (okupanta).
Płacić okupantowi, to musiał być ból dla Żydów.
A Jezus, widząc obłudę faryzeuszy, mimo to, obdarowuje ich lekcją i to z "prezentacją"
Sprowadza wszystko do właściwych proporcji, które faryzeuszom zupełnie się pomieszały.
Czymże jest bowiem podatek, jakiś procent z dochodów, którego domagał się cezar,
w porównaniu z tym co należne jest Bogu?

Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.


Zastanawiam się, co należy do Boga?
Co mam, czego bym nie otrzymała?
Jest coś takiego?
Nie ma nic.
Wszystko z ufnością i pokojem powinnam Mu oddawać.
Nie trzymać kurczowo niczego, gdyż z takiej postawy rodzi się rodzaj duchowej choroby-
"duchowego stwardnienia rozsianego"
Kiedyś myślałam, że może chociaż jakieś moje dobre imię jest tym, co sobie latami wypracowałam,
ale Pan mi pokazał, że i ono jest Jego darem i nie muszę kurczowo tego dobrego imienia trzymać.

Pan Jezus też miał odwagę oddać swoje dobre imię, narażał się na różne oskarżenia, pomówienia, niesprawiedliwe oceny.
Mogę je też oddać, wraz z innymi dobrami, by Bóg mógł czynić Swoje dzieła w moim życiu.

Są, również dziś, tacy wierzący w Boga, którzy oddają Mu systematycznie, swoją dziesiątą część dochodów,
na dowód swej wdzięczności i ufności w Jego zaopatrzenie.
Życie takie w szczerości  i ufności, przysparza Bożego błogosławieństwa.
Moje życiowe obserwacje i świadectwa innych potwierdzają to.

Cóż więc oddam Panu za wszystko co mi wyświadczył?
Wszystko, i nie będę się bała.
Tak mi dopomóż Boże mój, Ojcze ukochany :)

Pozdrawiam serdecznie
Grażyna z Sulęczyna


P.s.
Ilustracja z rekinem nie jest przypadkowa :)
Gdy rekin coś pochwyci, nie puści, ma do tego podwójny rząd zębów, nakierowanych do środka gardła.
Dorysowałam mu prostujący aparat na zęby, ale nie mam zbytnio nadziei na tę korekcję ortodontyczn-duchową :)))